logo

A gdyby Tobie zaginął ktoś bliski?

To było 6 lat temu. W poniedziałek rano zadzwonił telefon. Sąsiadka poprosiła o pomoc w poszukiwaniu jej syna. Wyszedł z domu na dwie godziny i ślad po nim zaginął.

Z każdym usłyszanym słowem gula w moim gardle rosła i rosła. Obdzwoniłam kogo się dało i ruszyłam na miejsce poszukiwań. Mnóstwo policji, straży i nas ochotników przeczesało pola i zagajniki. Niestety…

Kolejny dzień, kolejne hektary przeszukanych lasów, znów nic. Informacje od jasnowidzów, kolejne przeczesane miejsca i znów nic. Niby nie wierzę we wróżki, jasnowidzów, ale w takich momentach człowiek zaczyna wierzyć we wszystko co może pomóc lub chociaż dać nadzieję. I ja przeczesałam fora i znalazłam jasnowidza z Pomorza. Poprosił o przesłanie zdjęcia i opisał mi miejsce gdzie znajduje się Paweł. Tak bardzo staraliśmy się znaleźć miejsce, które nam opisał. Tak bardzo liczyłam, że jego informacja, że Paweł żyje jest prawdziwa. Ja, zwykła znajoma, z którą jest się ” na cześć”. Tego co czuli najbliżsi nie jestem w stanie sobie wyobrazić…

A opis miejsca był taki:

Paweł jest niedaleko gospodarstwa, które mieści się na końcu drogi. Z tego miejsca widać drewnianą stodołę, nieopodal jest staw, rów melioracyjny z drewnianym mostkiem, który jest uszkodzony. Do gospodarstwa prowadzi znak, zawieszony na rozdrożu… Szukajcie go około 7 km od domu.

Minęło kilka tygodni, mnóstwo przypuszczeń. A może wyjechał, a może ktoś go porwał… Ta ciągła myśl, że nie wiadomo gdzie jest, czy żyje, czy nie potrzebuje pomocy towarzyszyła mi każdego dnia. Po 6 tygodniach od zaginięcia przypadkowa grzybiarka znalazła szczątki ciała, bo był Paweł. Znalazł się tak blisko miejsca, które przeszukiwaliśmy…

Następnego dnia pojechałam zapalić znicz w tym tragicznym miejscu. Gdy dojechałam do rozdroża, gdzie wisiał znak prowadzący do gospodarstwa na końcu drogi z drewnianą stodołą i stawem, weszłam na leśna dróżkę obok rowu melioracyjną i przeszłam przez drewniany mostek z pękniętym szczebelkiem tak mocno zakuło mnie serce. To nie było 7 km od domu, było zdecydowanie dalej. Każdy opisany przez jasnowidza szczegół się zgadzał.  Ta śmierć boli mnie do dziś dnia. Uczucie strachu i niepewności, wielka chęć pomocy, które towarzyszyły mi przez te długie 6 tygodni poszukiwań po dziś dzień wywołują ciarki na plecach.

Paweł znalazł się po 6 tygodniach. Niestety finał tej historii jest tragiczny. Dzięki niej zwracam większa uwagę na wszelkie apele o pomoc w poszukiwaniach zaginionych. Nie potrafię obojętnie przejść obok prośby o pomoc. Choćby, niby głupie udostępnienie na Facebooku, naprawdę może pomóc.

Niedawno trafiłam na artykuł mamy, która od 25 lat czeka na swojego syna. Jej historię możecie przeczytać tutaj.
Też bym czekała… Ciężko jest nie wiedzieć co się dzieję z Twoim dzieckiem. Jedni mówią, że już lepiej odnaleźć, pochować, przeżyć żałobę niż żyć w niepewności. Obawiam się, że ja bym zwariowała i to tak naprawdę. Myśl gdzie jest, co z nim dzieje. Myśl, która nie idzie spać, nie da Ci od siebie odpocząć. Ten strach, ten ból, ta niepewność. Z całego serca współczuję bliskim wszystkich zaginionych i trzymam kciuki za każde odnalezienie.