dziecko w klatce

A Ty trzymasz dziecko w klatce?

Co sądzisz o tych, którzy trzymają dzieci w klatkach? Słabe nie? Ba, chore i karalne. A Ty myślisz, że Twoje dziecko chadza wolno? Jesteś pewna, że nie budujesz mu klatek ze swoich przyzwyczajeń…

W przedszkolu przy drzwiach stołówki codziennie tłumy. Rodzice i ich pociechy dokładnie zapoznają się z MENU.  Żywe dyskusje z dziećmi na temat serwowanego posiłku z hukiem płyną korytarzem.Nie to żebym się doczepiała, że rozmawiają z dziećmi, ale… Są mamusie, które od razu po przeczytaniu wyskakują z ryjem! A bo ich syncio nie lubi kaszy, a córka innej to na pewno nie tknie kalafiora. I lecą tak w tych emocjach, by szybko poinformować, że u nich to ta kasza w ogóle na stole nie gości. Co prawda oni nawet nie próbowali, ale ona już wie, jest święcie przekonana, że jej syn nie tknie. Najlepiej to w ogóle mu nie podawać, nawet niech jej nie ogląda, bo przecież u niej w domu się nie je. Ona nie je, mąż nie je, ba nawet pies nie je, to dziecku pozwoli podać!!! No ludzie trochę empatii, jej dziecku kaszę, skandal.

I idzie za nią to biedne dziecię, smaku kaszy nieznające i słucha uważnie, że choćby skały srały kaszy ma nie lubić!!! I nawet jakby to biedne dziecko spróbować chciało, to absolutnie się na to nie zdecyduje.Bo jak to, ono ma jeść? jak to największe zło jest, świństwo i w ogóle ta kasza, to niegodna jest jego podniebienia. I przychodzi ten obiad, a wraz z nim stres. Mamusia mówiła, że kaszy to nie lubię, muszę pamiętać, muszę pamiętać…nie jem kaszy, nie lubię kaszy, kasza jest to złoooo…

Śmieszne to niby, a jednak wcale. Wiecie, też sprawdzam co tam ma ten mój syniutek do jedzenia, ale w sumie po to żeby później z nim móc o obiadku pogadać i się pozachwycać jego zachwytem. Nie wszystko gości na naszym stole z ich jadłospisu, no i strasznie się z tego cieszę. Fajnie, że ma możliwość poznać nowe smaki. A jak coś spróbuje i nie będzie mu smakowało, to też spoko, nawet jeśli to będzie coś co ja uwielbiam. A jeśli pokocha znienawidzone przeze mnie danie ucieszę się, że miał je gdzie spróbować i pokochać.

Mamuśki, tatuśki czemu my myślimy, że mamy monopol na ustalanie gustu naszych dzieci. Oczywiście jak są małe, siłą rzeczy, jedzą to co im podajemy. Ja nikogo nie namawiam do rezygnacji ze zdrowych nawyków, które wpajamy naszym dzieciom, bo to zupełnie inny temat. Po prostu przeraża mnie skala nas rodziców ograniczających poznawanie nowości przez nasze pociechy.  Noż kurde, dajmy szanse naszym dzieciakom wyrobić sobie własne zdanie. Dajmy im prawo do lubienia pewnych smaków, nawet jeśli nie są zgodne z naszymi upodobaniami. W wielu domach stoły są ubogie smakowo i wcale nie ma to związku z biedą. Mamy swoje ulubione smaki i często tylko ich się trzymamy.

Ale czy naprawdę tak trudno nie obarczać dziecka naszymi przyzwyczajeniami? Po pierwsze dziecko, które nie zna jakiegoś smaku nie wie, że go nie lubi. Po drugie, pewnie i Wy to zauważyliście, dzieci w grupie jedzą chętniej, są bardziej otwarte na smaki. I nawet jak  nie lubią kalafiora w domu, być może ten w przedszkolu im posmakuje. Bo i w grupie zajądających się kumpli fajnie, a może i Pani kucharka lepiej doprawiła niż mamusia? Dajmy im szanse podjąć decyzję. Naprawdę jeżeli nie będzie dziecku coś smakowało, to tego nie zje. Powie, że nie lubi, nikt nie wciśnie mu na siłę.

Smutno mi, że ten mały chłopiec nie dostał szansy na poznanie smaku kaszy. Chociaż myślę, że jeszcze nic straconego. Kiedyś może odprowadzi go tata, a może mama kiedyś przestanie czytać i komentować jadłospis.  A on bez szumiącego wciąż w głowie zrzędzenia matki ze smakiem zje nowość na swoim talerzu…

 

A Ty jak? Pozwalasz dziecku jeść? A może zamykasz go klatce smaków??

 

Mama w biegu czeka też na Facebooku –> TUTAJ<–

 

Foto z http://fishki.pl
  • Dawid Stępniewski

    Wypowie się tu wieloletni pracownik gastronomii. Otóż to w większości matki wpędzają swoje pociechy w kulinarne uprzedzenia. Gdyby chociaż wmawiały swoim dzieciom, że lubią tylko szpinak, sałatę i marchewkę. Nie. Zazwyczaj matka wmawia swojemu dziecku, że nie lubi nic poza frytkami, keczupem i ewentualnie nuggetsami. Wielokrotnie jako kelner byłem świadkiem, kiedy trochę starsze dziecko, które potrafi już przeczytać menu, wybiera sobie jakieś danie, a wtedy wkracza matka: Przecież Ty tego nie zjesz! Nie pamiętasz, przecież nie lubisz kaszy/ryby/szpinaku itp. Wtedy wkracza ojciec: Nie wmawiaj mu, czego nie lubi, niech spróbuje i sam oceni. Matka: Zawsze takie rzeczy zostawia. Proszę bardzo kurczaka z frytkami i keczupem, bez niczego zielonego, bo i tak nie zje. Ojciec kapituluje, dziecko kapituluje i jesteśmy na prostej drodze do otyłości, uzależnienia od fast foodów i irracjonalnych uprzedzeń kulinarnych. A małe dzieci naprawdę wszystko wsadzają do buzi i aż się prosi, żeby na tym etapie wykształcić u nich prawidłowe nawyki żywieniowe.

    • http://mamawbiegu.pl/ Mama w biegu pl

      Tak przypuszczałam, że odłamy zahaczają o różne kręgi ;) A internety huczą od krytyki reformy żywieniowej w szkołach. Ach ci rodzice… Niestety pewne kwestie zrozumiemy dopiero za lat kilka gdy otyłość naszego społeczeństwa będzie biła po oczach jak w innych krajach. Smutne…

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Super tekst :) Ja nie ogarniczam, nawet mi to do głowy nie przyszło. Cieszę się, że ma takie posiłki, jakich nie ma w domu (bo ja dwóch dań nie gotuję). Np. polubiła „różową zupę z różowym makaronem”, czyli barszczyk. Ja nie robię, po pierwsze nie umiem, po drugie mam w pamięci smak tego stołówkowego z podstawówki, którego nie lubiłam. A ona lubi :) W przedszkolu zjada też chętniej warzywa, owoce, je rzeczy inne niż w domu, bo wiadomo- każdy gotuje inaczej. Chociaż sama namawiam do próbowania różnych rzeczy, to jednak widząc, że inne dzieci jedża, jest bardziej skłonna by poznać coś nowego :)

  • http://tosinkowo.pl/ Tosinkowo

    Staram się nie trzymać i myślę, że dobrze mi to wychodzi, choć przyznaję nie raz zastanawiałam się jakim cudem Im to nie smakuje, skoro to takie pyszne ;)). Według mojego podniebienia rzecz jasna ;)

    • http://mamawbiegu.pl/ Mama w biegu pl

      Cóż zrobić matko jak to takie pyszne, a dziecię nie chce. Cóż robić…. a dupa rośnie :P A tak poważnie to nie zabraniam nowości nigdy ( oczywiście wykluczając rzeczy zabronione ;)), a z narzucaniem swoich smaków też staram się z sił całych i mam nadzieję, że mi się udaje :)