Ciąża nie choroba… ale…

Trzy lata temu poczułam ulgę! Przekroczyłam magiczną barierę 36 tygodni, ciąży oczywiście. A ulga była ogromna, bo i strach nie mały…

Moja pierwsza ciąża nie była łatwa. Początki pełne mdłości, złego samopoczucia…

W 22 tygodniu zaczęły się potworne bóle pachwin. Wszyscy mówili, że tak ma być, że organizm się przygotowuje, że więzadła się szykują… Ale jak budziłam się z bólu przy zmianie pozycji w nocy pomyślałam, że to chyba wykracza poza normę. Lekarka zaleciła zwolnienie tempa, zapisała leki. Każdy w koło powtarzał, że ciąża nie choroba, więc wolniej żyłam, ale do pracy chadzałam dzielnie.

W 28 tygodniu ginekolog po badaniu nie miała dobrych wiadomości. Szyjka zaczęła się skracać, a na to było zdecydowanie za wcześnie! Choć Pani doktor była genialna i przekazała mi wiadomość o skierowaniu do szpitala najdelikatniej, jak to możliwe, wpadłam w histerię. Pięć milionów myśli i hektolitry łez… To był poniedziałkowy wieczór, zimny, lutowy. Leżałam na niewygodnym, szpitalnym łóżku i tak bardzo żałowałam swojego bohaterstwa. Tak mocno chciałam cofnąć się o kilka miesięcy i pracować mniej, więcej wypoczywać i mieć obowiązki gdzieś.

Po kilku dniach z dobranymi lekami i nakazem oszczędnego życia opuściłam szpital. Mimo zdziwienia szefowej do pracy nie wróciłam!

Leki działały na mnie fatalnie… Po ich zażyciu serce waliło tak, że koszula nocna falowała niczym wzburzone morze, a brak sił zaskakiwał moją temperamentną duszę.

33 tydzień sytuacja się pogarsza, szpital, kroplówki. Leżałam na innym, ale równie niewygodnym łóżku i zanosiłam się płaczem rozpaczając, że nie mam koszuli ciążowej. Tak, miałam większe powody do zmartwień, ale kto powiedział, że ciężarne myślą racjonalnie?  Po wyjściu kupiłam piżamę i poczułam się bezpiecznie. Spakowałam torbę i modliłam się o każdy następny tydzień.

Aż przyszedł TEN dzień, Mój mały Myszynek był już w miarę bezpieczny, a ja mogłam odstawić leki. Po wielu tygodniach strachu i modlitw wiedziałam, że teraz już na pewno będzie dobrze. Nadal się oszczędzałam dbając o każdy, tak ważny, dzień w brzuszku mamy. Syncio posiedział jeszcze 3 tygodnie. Grzeczne dziecko!

Mama w biegu na Facebooku. Możesz mnie polubić TUTAJ.