podróżnik

Co ja robię tu, uuu…

” Greetings from Istanbul. Teraz jeszcze tylko 7 godzin na krzesełku i lecę do Dżakarty ;)”
” Jestem w Dżakarcie. Jutro rano, czyli u Was w środku nocy, lecę do Malang i to będzie ostatni etap podróży.”

” Właśnie przypomniałem sobie jak to jest żyć w saunie. Poza tym ledwo po wyjściu z terminalu zaproponowano mi kupno zegarka w special price. Jednym słowem Azja.”

” Dojechałem i mam się dobrze.”

Takie, wywołujące dreszcze sms-y dostawałam w ostatnich dwóch dniach od mojego Dawida, to ten, który porwał mnie na przygodę życia w Kambodży ;) –>TUTAJ<–

Poleciał do Indonezji na kolejną półroczną przygodę życia, tym razem sam…

Usiadłam i myślę sobie, zazdroszczę mu ogromnie. Serce rozerwane… Wiem jak cudowny czas przeżyje, jak wiele przygód na niego czeka, jak wiele wyniesie, jak mocno zmieni się jego postrzegania świata, jak mocno pokocha kolejny fragment świata. Wiele cudowności będzie jego udziałem, a moim już nie.

Nie da się przeżyć tego jadąc na wycieczkę z biurem podróży, albo wpadając na chwilę i zaliczając podstawowe zabytki. Nie zrozumie tego nikt, kto nie przeżył, kto nie zasmakował mieszkania w innym świecie. Bywają chwile ciężkie, gdy nie możesz zrozumieć miejsca, w którym jesteś. Gdy ludzie, tak Ci z czasem bliscy nie kumają Twojego toku myślenia. Z takich wypraw nie wraca się takim samym. Ubogacenie, które zyskujesz już zawsze zostanie w Tobie, nic Ci nie odbierze wspomnień! – no może Alzeimer…

Pamiętam swoje myśli po rozmowie  o planach wyjazdu do Kambodży. Od razu zapragnęłam jechać z nim. Nie miałam żadnych doświadczeń dalekopodróżniczych, nie miałam nigdy pragnień zwiedzania dalekich lądów. Ale od razu poczułam, że chcę. Że ja też muszę z nim jechać, że to mój moment…

Tym razem, jak rzucił hasło o wyjeździe do Indonezji serce oszalało ze szczęścia, zazdrość taka ludzka, że to wszystko będzie jego udziałem, jego i tylko jego, też zawitała do wachlarza moich uczuć, ale… Ale to już nie moja bajka, to już nie mój czas.

Ja wiem jak będzie mu tam fajnie, ja wiem, że warto porywać się na takie szaleństwa. Ale mój świat już nigdy nie będzie taki szalony, ja jestem matką, żoną. Odpowiadam za moje ukochane dwa tuptusie i nie patrzę tylko na swoje pragnienia. Zanim podejmę decyzję przepuszczam ją przez całą machinę rodzicielskiej odpowiedzialności. Nie mam już w sercu tego szalonego szaleństwa. Zastąpiło je szaleństwo stateczne. Teraz szaleństwo ma dla mnie inny wymiar. Zabranie dwójki dzieci nad morze póki co mi wystarcza ;) Ale przyszłość planuję świetlaną ;)

Zazdroszczę, podziwiam jego szaleństwo, ale mam swój świat i dokonałam swojego wyboru.

Dawida namówiłam na założenie bloga i mam nadzieję, że już wkrótce wszyscy będziemy mogli na bieżąco śledzić azjatyckie wojaże. Pozdro Dejw , wiesz ze połową serducha zajadam z Tobą straganowe smakołyki i popijam sokiem z foliówy ;)

Obraz 266

 

A Wy macie nadal w sercu szaleństwo? Podróżujecie, szalejecie?

Zerkajcie na fejsika i instagramika czekam tam na Was :)