NIE POZWÓLNIE POZWÓL KARMIĆ SIĘ ŚCIEMĄ

Nie pozwolę karmić się ściemą. Jak wybrać kosmetyki dla dzieci

Dziś podzielę się z Wami moją wściekłością!
Wiem, że odsłoniłam swój czuły punkt i dałam się zaatakować jak bezbronne ciele.

Jestem prawie pewna, że wiele z Was popełniono ten sam błąd. Czy to nasza wina? Chyba nie. Po prostu w pędzie do doskonałego macierzyństwa stałyśmy się łatwym celem. A i przeciwnik był silny.

Prawa rynku są bezlitosne, a matki są łatwym celem. Zasada, którą kierujemy się przy wyborze produktów dla dzieci jest dość uniwersalna. Dla swoich dzieci chcemy jak najlepiej. Pewnie nie muszę Ci tłumaczyć jak to działa. Odmówimy sobie niejednej przyjemności, byle tylko zapewnić dziecku wszystko co najlepsze.

Dość łatwo do nas dotrzeć, bo chłoniemy „dobre rady” jak gąbka. Niestety w starciu z potężnymi machinami marketingu, nie mamy szans.

W co dałam się wmanewrować?

Wybierając kosmetyki dla moich dzieci,niestety, dałam się porwać chwilowym „modom”.

O dziwo, przy pierwszym dziecku zachowałam zdrowy rozsądek. Nie analizowałam składów kosmetyków. Ufałam producentom. Mam farta, moje dzieci nie są na nic uczulone. Wybierałam znane mi marki i do głowy mi nie przyszło żeby szperać w internecie i sprawdzać każdy ze składników.

Świat jednak szedł do przodu, rynek produktów dla dzieci miał się coraz lepiej, a ja zaczęłam wykazywać się coraz większą ciekawością. Jeszcze przed urodzeniem drugiego dziecka dowiedziałam się, że teraz to tylko sama woda. Woda, sama woda. Dziecku nie potrzeba nic innego. No ewentualnie z odrobiną emolientów i to tylko tych dostępnych w aptece.

Od początku coś mi nie grało. Jakoś to pierwsze dziecko przeżyło mimo stosowania płynów myjących i mojego braku wiedzy o dermokosmetykach.

Jednak ziarenko zostało zasiane. Tę „modną teorię” potwierdziła położna, wręczając mi próbkę jedynego słusznego płynu firmy XYE.

Ile ja się nakłóciłam z mężem, który nie końca czaił czemu przy drugim dziecku cofamy się i stosujemy jedynie pluskanie w wodzie z odrobineczką płynu, to tylko on jeden wie ;)

Później było jeszcze gorzej. Usłyszałam o złowrogich SLSach, parabenach i konserwantach. Jak wściekła analizowałam co będzie dobre dla moich dzieci i nie będzie straszyło tymi okrutnymi słowami na S P K.

Na szczęście w porę interweniował on, chodzący rozsądek ( tak mój mąż). I przypomniał mi, że jeszcze dwa lata temu używaliśmy kosmetyków bez strachu, z dobrym skutkiem, bez podatności na aktualne trendy i chwyty marketingowe. Wodą podlewaliśmy kwiaty, a małe brudne, po piaskownicowych szaleństwach, nóżki myliśmy środkiem do tego przeznaczonym.

Nareszcie mogłam odetchnąć i wnieść powiew czystości do naszej łazienki ;)

Oczywiście dalej byłam podejrzliwa, obserwowałam reakcję dzieci na kosmetyki. Aż w końcu przyszedł moment gdy dotarło do mnie, że jedyny skutek jak odnoszą kosmetyki dla dzieci to czystość!

Nie zamierzam wmawiać Wam żadnych teorii, czy narzucać czym powinniście myć swoje dzieci. Chodzi mi jedynie o to żebyśmy podchodziły do wszystko z głową. Nie dały wciskać sobie kitu, nie ulegały modom.

Skąd wiesz na co zwracać uwagę przy wyborze kosmetyków?

Nie przyszłam tu zgrywać kolejnej mądrej, która powie Wam jaka jest jedyna słuszna droga i ustanowi swoją subiektywną „nową modę”.

Z  ogromną ciekawością, z pewną pulą pytań i wątpliwość wybrałam się na warsztaty dotyczące składów kosmetyków dla dzieci. Na spotkaniu organizowanym przez   markę Johnson’s wspólnie ze specjalistami rozprawiliśmy z kilkoma mitami.

Sprawdzone Udowodnione
Czemu Johnson’s nie zorganizował zwykłego spotkania reklamującego swoje produkty?
Jest to firma znana od lat, która na rynku kosmetyków dla dzieci zęby zjadła. Stawiająca od zawsze na naukowe badania. Nie snująca torii wziętych z księżyca, splotu wydarzeń i ułożenia planet, a opierające je o twarde, udowodnione fakty.
W ostatnich 5 latach Ponad 90% światowych badań naukowych dotyczących skóry dziecka zostało przeprowadzone przez Johnson’s.

Tym razem zamiast słuchać reklamowych kąsków, podeszłyśmy do poznania kosmetyków od środka, z laboratoryjną precyzją. Same dokładnie sprawdziłyśmy jakie składniki lądują w kosmetykach Johnson’s Baby. Stworzyłyśmy swoje Łagodne płyny myjące.

 

sprawdzone udowodnione

sprawdzone udowodnione
Zaproszeni specjaliści rozwiali wszelkie wątpliwości, dotyczące słuszności użycia tych, a nie innych składników. Swoją wiedzą, popartą długoletnim doświadczeniem, podzieliła się z nami Pani doktor Magdalena Sikora.
Natomiast, znana wszystkim Pani Katarzyna Bosacka, dorzuciła swoje doświadczenia, jako poczwórna mama i długoletni poszukiwacz konsumenckich prawd i mitów.

DSC_4662

Katarzyna Bosacka

 

Czyli chcesz powiedzieć, że konserwanty w produktach dla dzieci są OK?

Mam wrażenie, że słowo „konserwanty”, szczególnie w ostatnich latach zmieniło swoje nacechowanie.

Czym tak naprawdę są konserwanty i po co są stosowane w kosmetykach?

Dziś najczęściej konserwanty kojarzą nam się z czymś co czyni produkt sztucznym.
Tak naprawdę  „konserwant to związek chemiczny lub mieszanina związków, powodująca przedłużenie przydatności do spożycia (lub trwałości) produktów spożywczych i przemysłowych. Konserwanty mają za zadanie zapobieganie rozwojowi bakterii, grzybów i wirusów”. – jak podaję Wikipedia ( tym razem nie kłamie ;) )

Kosmetyki myjące, które w swoim składzie zawierają wodę, dla bezpieczeństwa MUSZĄ zawierać konserwanty. Codziennie aplikując kosmetyk, przed swój czuły, matczyny dotyk dostarczamy do kremu, żelu drobnoustroje, bakterie, które zaczynają się rozwijać i mogą poważnie zaszkodzić zdrowiu dziecka.
To dzięki konserwantom produkt nadaje się do użycia aż do ostatniej kropelki.

No dobra ale te SLSy SLESy to już chyba przegięcie?

Cztery lata temu, niesiona modą na wodę i tylko wodę, jako jedyny słuszny środek do mycia małego ciała, dostawałam gęsiej skórki na dźwięk tych słów.
Smutne, że ten strach wynika tylko z niewiedzy. Bo okazuje się, że to naprawdę nic groźnego. Sls to po prostu środki powierzchniowo czynne o właściwościach myjących i pianotwórczych, dzięki których tak sprawnie i dokładnie zmywamy brud. Są stosowane w żelach do mycia, szamponach, płynach do mycia i wszystkim tym, co ma nas porządnie umyć.

Są groźne! Ale tylko w dużych stężeniach. Nigdy zbadany, dopuszczony do sprzedaży kosmetyk nie będzie, przez zawarte w sobie SLS SLES nam zagrażał.
Rynek kosmetyczny podlega restrykcjom. Normy dla produktów dziecięcych są o wiele bardziej restrykcyjne niż te dla dorosłych. Producent nie miałby szans wprowadzić na rynek produktu w jakikolwiek sposób niedostosowanego do delikatnej skóry dziecka.

Boimy się chemii w kosmetykach zapominając, że chroni nas przez zdecydowanie bardziej niebezpiecznymi składnikami, które zaczynają się rozwijać w niezabezpieczonych produktach.
Konserwant dla nas bezpieczny. Pleśń,grzyby nie!

A co z mąką ziemniaczaną, olejem kokosowym czy oliwą z oliwek?

Mam, używam i stosuję w kuchni. Są to produkty bezpieczne, wszak jemy je. Czy jednak produkty przeznaczone do spożycia nadają się do pielęgnacji?
Nie.
Jasne, nie padniemy po nich trupem. Należy jednak pamiętać, że nie przeszły ona żadnych badań dopuszczających do użycia jako kosmetyk. Wręcz udowodnionym jest, że regularnie stosowane źle wpływają na kondycję skóry, zatykają pory.

Jaki jest więc złoty środek, kogo słuchać?

Przede wszystkim nie dajmy się wciągnąć w wir wytwarzany przez samozwańczych, wszechwiedzących kosmetospiskowców. Są to osoby naprawdę niebezpieczne. W magiczny sposób zyskują autorytet i poklask i żerują na naszej trosce o dzieci. Tworzą coraz to nowe teorię, które zaczynają żyć swoim życiem i nieść się na fali. To osoby, które wciskają nam teorie, nie poparte żadnymi badaniami. Nie dajmy się! Zachowajmy trzeźwość umysłu.

Zawsze wybór należy do nas.
Wybierajmy jednak mądrze kosmetyki, które są przebadane, bezpieczne, a ich składy nie są skomponowane przez specjalistów.

Ja wybieram kosmetyki #SprawdzoneUdowodnione.

sprawdzone udowodnione

sprawdzone udowodnione

 

  • Gosia

    Marta cudownie Cię było znowu spotkać

  • Szczypta o Mnie

    Ja od ponad 4 lat używam tylko kosmetyków naturalnych bez wspomnianych w Twoim poście m.in. SLS i różnica jaką widzę gołym okiem mówi jedno to dobry wybór. Dziś mnie po umyciu włosów skóra głowy nie swędzi, mój mąż nie ma łupieżu i krost na głowie, które miał gdy używał drogeryjnych szamponów gdzie w składzie był SLS. Piszesz, że SLS są groźne w dużych stężeniach, ale weźmy pod uwagę, że myjemy się codziennie i codziennie karmimy nasze ciało wspomnianymi SLS i w ciągu 20 lat mogą się one stać groźne po odkładają się i odkładają. Ja nie wrócę do kosmetyków drogeryjnych, a markę Johnson’s, omijam szerokim łukiem kiedy to na oddziale wcześniaków, noworodkowym słyszę, od personelu, że to marka nagminnie wywołująca uczulenia i podrażnienia u dzieci

  • http://laydymami.blogspot.com/ Ladymami Paulina

    Ciekawie opisałaś problematykę składu kosmetyków. Fajnie, że znów Cię spotkałam :).

  • http://www.abcmaluszka.pl Monika z ABCmaluszka.pl

    Ciekawy artykuł :).