dziecko w Kościele

Dziecko w kościele

Dziecko w kościele to wrzask, biegi, śpiew. Ileż razy słyszałam jak w momencie totalnej ciszy dziecko wypali coś takiego, że pół kościoła za wszelką cenę powstrzymuje śmiech. A rodzice? Zazwyczaj nie wiedzą jak się zachować.

Powiem Wam szczerze, że temat wzbudzał moje nerwy jeszcze w czasach gdy matką nie byłam.

Dzieci w Kościele głównie przeszkadzają

Moje pierwsze wspomnienia związane z dziećmi i kościołem, to msza w polskim kościele w Londynie. Byłam zażenowana zachowaniem księdza, który matki z dziećmi na czas mszy odsyłał, dość ostentacyjnie, do salki obok. Matki siedziały tam zajmując się swoimi dziećmi, a on ze spokojem dalej prowadził mszę. Może nawet nie było niczego złego w tej salce. Byłoby to fajne rozwiązanie dla tych, którzy wolą, dla własnego komfortu, spędzać tam msze z dzieciakami. Bardziej oburzało mnie to, w jaki sposób ksiądz zwracał uwagę:

Z tym dzieckiem to proszę do salki, bo przeszkadza…- wypalał w trakcie mszy z ambony

Z kolejnym bucowatym księdzem i jego głupim podejściem spotkam się jakimś programie śniadaniowym. Do dziś pamiętam jego wypowiedź:

Małe dzieci w kościele jedynie przeszkadzają. Nie dość, że nic nie rozumieją z mszy, przeszkadzają wiernym w skupieniu i modlitwie. Dziecko do kościoła musi dorosnąć.

Absolutnie nie dziwię się, że wiele osób czuje wściekłość i niechęć mając do czynienia z takim klerem.

Dzieci w kościele są ważne

Opowiem Wam jak to jest u nas.

Wczoraj moje dzieciaki wyparowały do pierwszej ławki, pod sam ołtarz. Zaczęła się msza,  wraz z nią ruszyła dziecięca ciekawość świata: wchodzenie na schodki, podskakiwania, zwiedzanie kościoła. Ksiądz nim zaczął kazanie nawiązał do hasających dzieci:

Gdy byłem w Argentynie, ważne było aby dzieci w trakcie mszy nie wyszły same z kościoła. Na dworze czyhało sporo niebezpieczeństw: węże itp. A jak przychodziła na msze matka z dziesięciorgiem dzieci nie była w stanie upilnować wszystkich. Była tam zasada: ten, kto stoi najbliżej drzwi pilnuje aby żadne dziecko nie wyszło na dwór. Dla każdego naturalnym było, że dzieci biegają i to jest dla nich naturalne. Chciałbym aby i u nas obowiązywały takie zasady. Dzięki temu dzieci będą bezpieczne, a  rodzice swobodnie będą uczestniczyli we mszy. Dzieci w kościele powinny czuć się swobodnie, jak każdy z nas. To naturalnie, że chcą poznawać inne osoby i zwiedzić całą świątynie. Nie przeszkadzajmy im ciągłym strofowaniem. Nie wmawiajmy im, że tu nic nie wolno, bo Jezus się obrazi.  On się bardzo cieszy z dziecięcej swobody. 

Powiem Wam, że wszyscy rodzice odetchnęli z ulgą.

W trakcie kazania mój Marcyś zaczął  dość głośno śpiewać:

Rolnik pole orze, hej hadehelija co teraz zrobić ma.

Mimo wcześniejszych słów księdza postanowiłam go troszkę uciszyć. Nie umknęło to uwadze proboszcza. W sumie ciężko żeby umknęło, dzieci wybrały miejscówe tuż przed ołtarzem. Zareagował z serdecznością:

Proszę go nie uciszać. Cieszę się, że śpiewa. Dla mnie to żaden problem, mam mikrofon i świetnie mnie słychać. To ja jestem tu dla Was, nie odwrotnie.

Od tego momentu poczułam się naprawdę swobodnie. Powiem Wam, że komfort uczestnictwa w takiej mszy jest o niebo większy niż gdy nie wiesz co robić, jak nie możesz utrzymać dziecka w miejscu. Uciszać, wychodzić, pilnować każdego kroku???

Niestety wiem, że nie każdy ma takie podejście. Wiem, że buractwo kleru może skutecznie zniechęcić.

 

Ciekawa jestem jak u Ws? zabieracie dzieci do kościoła?

 

  • http://tosimama.blogspot.com/ TosiMama

    Zabieramy od urodzenia, choć kiedy miała dwa lata musieliśmy zrobić roczną przerwę, bo było to dla niej i dla nas zbyt męczące. Po trzecich urodzinach zaczęliśmy znowu chodzić razem i jest coraz lepiej:)

    • http://mamawbiegu.pl/ Mama w biegu pl

      Dziecko wszystkiego musi się nauczyć :) A nie nauczy sie zachowań w kościele nie chodząc do niego.

  • http://www.kobietapo30.pl Kobietapo30

    Jakby ktoś mi zwrócił uwagę, że mam wyjść z dzieckiem chyba bym zabiła wzrokiem…Prawda jest jednak taka, ze sama wychodziłam, gdy bobas wychodził z siebie a ja z nim ;)

    • http://mamawbiegu.pl/ Mama w biegu pl

      Nie no oczywiście są momenty kiedy sama chcemy wyjść, żeby uspokoić dziecko. Ale jak ktoś by mnie przepędził, biada mu :P

  • Magdalena Mania

    Zabieramy od urodzenia, w okresie niemowlecym zdarzało się nam wychodzić, gdy ostro płakały. Od dobrych paru lat uczestniczymy w Mszy św dla dzieci. Jest nieco swobodniej niż na pozostałych Mszach :) Ale dziewczyny już się na tyle wdrożyły, że i na ” zwyklych” Mszach wiedzą jak się zachować:)

  • http://www.mamamigotka.pl/ Mama Migotka

    jezu, jestem sobie w stanie wyobrazić, że taki ksiądz powiedział takie słowa
    ja nie mam jeszcze tak duzego dziecka na kościół, ale widze jak jest w kosciele. A jest różnie. Niektórych to wkurza, niektórych nie. Bulwersujące jest to, że kościół, dom boży jest czasem anty rodzinny. To wszystko szkodzi i ludzie zaczynają źle myśleć o kościele, a księża są sobie sami winni.

  • http://matkanaszczycie.pl Mom on top

    Ja myślę, że jak zawsze wszystko z rozsądkiem z obu stron – księża powinni być otwarci na dzieci i ich zachowania, w myśl słów Jezusa – „Nie brońcie dzieciom przychodzić do mnie”, ale niektórzy rodzice powinni także mieć na uwadze, że ich dzieci to nie święte krowy, a w kościele są i inni ludzie. Byłam kiedyś świadkiem sytuacji, jak niemowlak całą mszę tak głośno płakał i wrzeszczał, że zagłuszał słowa księdza i ten w końcu powiedział, by wyjść z tym dzieckiem do bocznej kaplicy. Uważam, że w tym przypadku zrobił słusznie.

  • http://zwyklejmatkiwzlotyiupadki.blogspot.com/ Zwykła Matka

    Sama się zastanawiałam nad takim wpisem i na razie odpuściłąm, bo mogliby mnie czytelnicy zlinczować :)

  • http://siostrydajarade.blogspot.com/ Kasia Lorenc

    Chciała bym aby nasz ksiądz miał takie podejście.

  • http://studiobarw.blogspot.com Aneta | Studio Barw

    Wspaniały ksiądz! Właśnie tacy nie odbierają mi wiary i chęci chodzenia na msze :) A dzieci są cudowne, moim zdaniem bardzo urozmaicają msze swoimi ciekawymi pomysłami

  • Bożena Jędral

    Nasz wikary w prywanej rozmowie nie raz mówi, że dzieci go rozpraszają, ze stresuje sie tym, że on mówi, a dzieci biegaja, albo tańczą. Nigdy jednak nie zwrócił nikomu uwagi. Księża w naszej parafii wręcz zwracają uwage rodzicom, że przy uciszaniu dziecka, sami robia wiecej zamieszania. Dodam też, ze jak jest matka karmiaca, a dziecko płacze, to ksiądz sam sugeruje, żeby poszła do zakrystii i po porstu nakarmiła dziecko.

  • http://krolowa-karo.pl Królowa Karo

    Ja zabieram juniora do kościoła, ale kiedy zaczyna się nudzić i niecierpliwić, po prostu wychodzimy. Nie trzymam go na siłę do końca, żeby go nie zniechęcić. Takiego proboszcza, jak macie, tylko pozazdrościć.

  • http://www.szkolneinspiracje.pl/ Anna – Szkolne inspiracje

    Przyznam, że gdy moje dzieci były małe, miałam inny pogląd na zachowanie w kościele. Teraz wybieram msze, na które raczej dzieci nie spotkam, bo inaczej nie mogę się skupić i wychodzę podenerwowana. Oczywiście nie mam do nikogo pretensji, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dlatego, cieszę się, że są msze „bez dzieci”. Nie myślcie, że moje dzieci były super grzeczne. Dały czasami popalić wszystkim dookoła, czasami musiałam po prostu wyjść. Lubię dzieci, pracuję z nimi na co dzień, ale czasami trzeba rozważyć, po co siedzieć z krzyczącym wniebogłosy dzieckiem całą mszę. Mam na myśli oczywiście maleństwa. Starsze dzieci trzeba na pewno stopniowo uczyć odpowiedniego zachowania w kościele.

  • Marta Bujak

    Cudowny ksiadz. Nasz w sumie nie ma nic przeciwko dzieciom, ale jest też bardzo obojetny ba to, jak i na wszystko z reszta.

  • http://www.mamidami.com mamidami.com

    OMG wspaniały ksiądz! my chodzimy na msze dla dzieci po prostu. Po pierwsze są one prowadzone w sposób bardziej dla nich zrozumiały, jest weselej, ksiądz schodzi z ołtarza, podchodzi do dzieci i rozmawia z nimi bezpośrednio, zadaje pytania, zagadki, i nikomu nie przeszkadza, że kilkulatki biegają, albo kręcą piruety. Prawie nikomu, od czasu do czasu trafi się jakaś starsza pani przeważnie, której pomylą się msze i cmoka zdegustowana, kiedy jakiś maluch za głośno gaworzy, albo bawi si ę grzechotką. Niestety takie życie.