Untitled design (2)

I jak tu nie podróżować ( z dzieckiem)? KONKURS

Choć macierzyństwo daje nam niezmierzalnie dużo, mamy świadomość, że wiele rzeczy nam zabiera albo je zmienia. Boimy się tych zmian. To zrozumiałe. Nie wiemy co nas czeka, a przejście „nowego” zawsze wiąże się z lękiem. Dziecko wywraca nasz świat do góry nogami i musimy go poukładać na nowo…

Podróżowanie przed i po pojawieniu się dziecka.

Przed przyjściem na świat Kornela żyliśmy na spontanie. Na spontanie też podróżowaliśmy. Pakowaliśmy się, wsiadaliśmy do auta/samolotu i fruu!

Jadąc na pierwszy wyjazd z dzieckiem zabraliśmy pół domu, rozkminiliśmy wszelkie możliwe złe scenariusze i choć nie mogę powiedzieć, że nie było fajne, swoim nastawieniem „na pewno coś się wydarzy” odebraliśmy sobie sporo radości z tej podróży.

Wiem już skąd wzięły się we łbie te wszystkie złe scenariusze. Doszłam do tego przy lekturze książki Sadzi i jej partnera Kuny: ” I jak tu nie podróżować ( z dzieckiem)”. Ludzie. To ludzie wbijają nam do głowy pomysły na złe scenariusze. I to najczęściej Ci, którzy z wspólnych podróży rezygnują mając w głowie jedynie wyolbrzymione, niesprawdzone scenariusze.

„(…) Z trzymiesięcznym dzieckiem do Tajlandii?! (…) Ta uniesiona brew, pogłębiająca się zmarszczka na czole, niby dyskretne kręcenie głową. Oszalała, naraża dziecko, wariatka, egoistka. (…) wciąż nie rozumiem, dlaczego prawie każdy musi mieć zdanie na temat, o którym ma umiarkowane pojęcie albo zwyczajnie w ogóle go nie ma.”

Nikt z tych „życzliwych” nie bierze pod uwagę, że rodzice doskonale znają swoje dziecko i wiedzą co jest dla niego najlepsze.

Wiem, dla mnie też ta podróż z trzymiesięcznym Tysiem wydała się hardkorowa, ale spokojnie nie musimy się od razu porywać na dalekie podróże. Nie każdy z nas jest wielkim podróżnikiem jak autorzy.  Ale nie dawajmy sobie wmówić ograniczeń. Nie rezygnujmy z aktywności „bo z dzieckiem się nie”.

Ta książka to poza ciekawą historią aktywnej rodziny, pełnej przygód, podróży i sportowych wyzwań, to swoisty poradnik. A może nawet mapa. Nie taka zwykła, geograficzna. To mapa porządkująca nasz świat. Mapa aktywnego rodzicielstwa, zbierająca w jednym miejscu, porządkująca podróżnicze pragnienia rodziny. Poza opisami często odważnych podróży z dzieckiem, na w sobie wiele rad. Nie, nie tylko autorów, którzy jako pasjonaci podróży zawsze znajdują sposób żeby każda kolejna wyprawa stała się udziałem ich dziecka. Znajdziecie w niej sporo dobrych rad specjalistów:

Pediatra Piotr Dziechciarz wyjaśnia, jakich posiłków dzieci powinny unikać w trakcie podróży. Podpowiada na co zwrócić uwagę i gasi lęki swoim doświadczeniem.

Magdalena Kordaszewska z portalu zabawkowicz.pl radzi, jakie zabawki sprawdzą się w podróży. Podpowiada czym zająć dziecko.

Maria Rotkiel, psycholog, pokazuje, że wspólna podróż to nie tylko fajnie spędzony czas. Te wspólne chwilę, to niesamowicie istotny element budowania naszych rodzinnych relacji.

Spójrz czasem na świat oczami dziecka

Poza tęczą kolorów, jaka zapisuje się na karcie wspomnień naszych dzieci dzięki podróżom i my starzy na tym zyskujemy. Na nowo odkrywamy tę ferię barw, która jakoś z biegiem lat w nas wypłowiała.

Byłam od wielu lat zakochana w Londynie. Z cieplutkim serduchem wspominam moje londyńskie przygody. W tym roku pierwszy raz zabrałam Kornela do tego magicznego miasta.

My cieszyliśmy się na myśl o zwiedzaniu i czerpaniu energii z tego miasta. A Kornel przypomniał nam, że podróż zaczyna się już po opuszczeniu domu. Jego radość na widok samolotu przywołała moje wspomnienia pierwszego lotu.

Londyn samolotWspólne wymyślanie jakie zwierzątko przypominają nam mijane chmury uzmysłowiło mi, jak wiele my dorośli pomijamy. Kiedyś też lecąc samolotem uruchamiałam swoją wyobraźnie i cieszyłam się widokami. Później latanie stało się jedynie sposobem na dotarcie do celu. Byle szybciej i mniej odczuwanie.

Jego zachwyt innością ulic, domów. Radość ze spotkanych osób, tak innych od tych u nas w małej miejscowości. Kolorowo ubrane Murzynki, wyraziście umalowane Azjatki. Różne kolory skór, wyznań i sposób ubierania dla nas już opatrzone dla niego były wypłynięcie na szersze wody. Ulice, które dla nas były drogą, którą musieliśmy przebyć aby dotrzeć z punktu A do punktu B dla niego były oceanem pełnym nowych zapachów, dźwięków mieszających się języków. Pokazał nam swoimi małymi oczami odkrywcy, że podróż, to nie tylko miejsca, które odhaczamy na mapie. Podróż to wędrówka przez miejsca, ludzi, smaki, zapachy, dźwięki. Podróż to radość z podróżowania, a nie jedynie z przebywania w miejscu docelowym.

londyn

Pani Beata już w dedykacji zwraca uwagę na najważniejsze :

„Dla Tysia, bo uczy mnie nie przegapiać.”

I pamiętajcie:

„Dziecko to nie koniec świata. To początek pięknej przygody. Wspólnej.” „Dziecko nie jest kolejnym bagażem, ale świetnym kompanem.”

Moim zdaniem jest to absolutnie obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy boją się zmian, jakie niesie za sobą rodzicielstwo. Choć jest o podróżowaniu, pokazuje jak dziecko świetnie wpisuje się w nasz świat i udowadnia, że rodzicielstwo nas nie ogranicza.

Dlatego zapraszam Was do konkursu.

Nagrodą jest oczywiście książka : ” I jak tu nie podróżować (z dzieckiem)” autorstwa Beaty Sadowskiej i Pawła Kunachowicza.

KoNKURS (19)

W komentarzu tu lub na Facebooku napisz mi jaka była Twoja najfajniejsza podróż z dzieckiem.

Z wszystkich odpowiedzi wybiorę jedną, a zwycięzca otrzyma od Wydawnictwa Otwarte książkę.

A tych, którzy czują potrzebę natychmiastowego przeczytania tej książki zachęcam do kupna.

–>bit.ly/ijaktuniepodrozowac <–

Naprawdę warto! Tylko ostrzegam – wciąga!

WYNIKI:
Gratuluję!
wygrana książka

  • http://siostrydajarade.blogspot.com Kasia Maszkowska

    My w sumie odkąd jest z nami córka, coraz częściej podróżujemy, kiedyś nie było takiej motywacji a teraz robimy wszystko dla niej. Pozdrawiam i zapraszam do nas https://siostrydajarade.blogspot.com/2016/06/swiece-zapachowe-firmy-bispol.html

  • http://www.okiemmamy.pl OkiemMamy

    Słyszałam o tej książce. Muszę śmignąć i ją kupić. A podróż z dzieckiem jest super :)

    • Marta

      No kto jak kto, ale Ty dobrze o tym wiesz!

  • http://www.4mybody.pl Ewelina

    Lubię czytać recenzje książek. Szczególnie gdy ktoś poleca książkę wesołą, z humorem. I mimo, że to nie jest pozycja dla mnie, chętnie kupiłabym ją na prezent.

  • http://www.chicamala.pl ChicaMala

    Po książkę raczej nie sięgnę, bo bym skończyła na ciągłym podróżowaniu ;-) Nie mniej jednak zgadzam się z podejściem, żeby się nie dać zwariować. Ja niedługo rodzę i mamy już zaplanowany wyjazd na nasz tradycyjny event taneczny w połowie sierpnia. Nie zamierzam z pewnych rzeczy rezygnować z powodu pojawienia się maleństwa na świecie. Może nie będzie to tak proste jak wcześniej, ale na pewno da się życie zorganizować tak, żeby móc jeździć i mieć z tych wyjazdów radość :-)

    • Marta

      Zdecydowanie! Zobaczysz będzie jeszcze ciekawiej niż zazwyczaj! A po książkę sięgaj ” skończenie na ciągłym podróżowaniu ” to straszny czad :)

  • http://www.karlitka.blogspot.com Karlitka – Cały Świat Karli

    Musze uzupełnić swoją bibliotekę :-))

  • http://www.okiemalexa.blogspot.com Okiem Alexa

    Od zawsze lubiliśmy podróżować. Traktując życie jako jedną długą podróż, pełną zakrętów każdą wolną chwile poświęcaliśmy na wycieczki krótsze i dłuższe. Gdy w naszej rodzinie, pojawiła się Mała zewsząd słyszeliśmy, że to już koniec naszych wojaży. Nic bardziej mylnego. Nabraliśmy wiatru w żagle i rozpoczął się dla nas nowy etap podróżowania. Dzięki podróżowaniu z dzieckiem zwalniamy nieco tempa, dzięki czemu chłoniemy atmosferę miejsca w którym jesteśmy poznając je jeszcze lepiej. Każdy nasz wspólny wyjazd jest niezapomniany. W domu często mamy zaprzątnięte głowy czym innym, pracą, obowiązkami domowymi itd. Na wyjazdach jesteśmy w 100% razem! Wyjazd, który najbardziej nam zapadł w pamięci, to nasza trzytygodniowa samochodowa wyprawa do Hiszpanii. Pokonując całe Niemcy, z postojem w Belgii, przemierzyliśmy Francję by dotrzeć aż do Hiszpanii. W drodze spędziliśmy niezapomniane chwile dzięki czemu poznaliśmy się jeszcze lepiej. Podróże uczą cierpliwości, zaradności i siebie nawzajem.

  • Daria

    Opowieść oczywiście dotyczy podróżowania z dzieckiem, ale nie ‚własnym’ tylko jednym z moich bratanków. :) Alanek urodził się w lipcu 2014r. Jego rodzice – mój brat i bratowa – otrzymali zaproszenie na wesele do Szczyrku na września tego samego roku. Dla kobiety będącej niecałe dwa miesiące po porodzie to nie lada wyzwanie zdecydować się czy uczestniczyć w ślubie i zabawie, czy też nadzwyczajnie odpuścić i podziękować za zaproszenie. Dodam, że mieszkamy na Mazurach i podróż na samo miejsce ceremonii to czas ponad 6h jazdy samochodem, więc wysiłek zarówno dla kierowcy, jak i młodej mamusi i maleństwa. Po obgadaniu wszystkich spraw, młodzi rodzice zdecydowali się pojechać na wesele i zabrać ze sobą Maluszka jak i nianię – mnie :) Chcieli przy tym przedstawić Synka przed rodziną i też skorzystać z okazji do wyrwania się z wiru nowych obowiązków. Sala weselna znajdowała się naprzeciwko hotelu, w którym miałam wynajęty pokój wraz z Alankiem. Zameldowaliśmy się dzień przed weselem, w środku nocy, więc wszyscy poszliśmy spać, by zebrać siłę na dzień pełen wrażeń. W końcu mnie, jako młodą ciocię, czekało nowe doświadczenie. Cały dzień i noc z małym dzieckiem? Jak ja sobie poradzę? W wieku 16lat, gdzie jestem najmłodszą w rodzeństwie i nigdy nie miałam styczności z takim Maleństwem, co mogłam wiedzieć o zajęciu się Bratankiem? Strach napędzał mi różne obawy. Jednak wszystko się zmieniło, kiedy wraz ze wschodem słońca zbudziliśmy się i postanowiłam stawić czoła wyzwaniu. Zabrałam Małego na spacer. Szczyrk, miejscowość górska, świeże, nieco ostre powietrze i piękne, ogrzewające promienie słoneczne. Czego chcieć więcej? Dwumiesięczne maleństwo ani przez chwilę nie zapłakało. Pozwoliłam sobie wziąć go na ręce i pokazać mu te urzekające widoki. A Alan? Właśnie wtedy się uśmiechnął i delikatnie stulił się na moim ramieniu. Uczucie nie do opisania! Poczułam, jakby to było moje własne dziecko, zrodzone z krwi i kości przeze mnie. Ten może i dla niektórych banalny gest od dziecka, a dla mnie dający takiego kopa, tak wielką motywację, że w sekundę opuścił mnie strach i obawa przed czymkolwiek. Od tego dnia znalazłam w tej maleńkiej istocie uczucie, jakiego do tej pory nie znałam. Matczyna miłość? Do dziś nie wiem, ale sam wyjazd do Szczyrku, choć męczący, to zaliczam do jednych z piękniejszych chwil w moim życiu. Dodam, że teraz każda podróż czy to z Alankiem, czy z pozostałymi dwoma bratankami, budzi we mnie cudowną, bliżej niewyjaśnioną radość. Czekam na zdanie prawa jazdy i przygotowuje się na dalsze wycieczki z moimi pociechami. :) Pozdrawiam!

  • http://bookendorfina.blogspot.com Bookendorfina Izabela Pycio

    Z wielkim zaciekawieniem sięgnę po tę książkę, jestem przekonana, że wiele z niej wyciągnę dla siebie. :)

  • http://www.tosinkowo.pl Tosinkowo

    Fantastyczna książka! Pochłonęłam w jeden dzień!

  • Sylwiaemka

    Każda podróż z dzieckiem jest fajna jadąc samochodem zawsze bawimy się w „zobacz latające. ..” np drzewo krowa itp w każdym razie coś co nie lata ale syn wymyśla coś nowego a ja udaje ze dałam się nabrać :) rzadko podróżujemy gdzieś dalej ale nie dawno odkurzylismy rowery bo nasz synek niespełna 4 letni nauczył się już sam jeździć na dwóch kółkach 😊malutka córeczkę przypielismy w foteliku na moim rowerze i wyruszyliśmy na przejażdżkę 😊 efekt był taki ze malutka która ma 1,5 roku nie chciała zejsc z roweru wręcz płakała i zapierala się nogami ☺ a starszy synek chciał jeszcze i jeszcze. Niby przejażdżka rowerowa niby nic a jednak miło popatrzeć jak dzieci są do nas podobne niegdyś jeszcze zanim zostaliśmy rodzina dużo czasu spędziliśmy na jeździe na rowerach potem dzieci obowiązki itp trochę o tym zapomnieliśmy teraz z nimi ta sama czynność która już wtedy sprawiała nam wielka przyjemność nabrała nowego sensu i stała się jeszcze przyjemniejsza 😊

  • Joanna

    Dzieci nie mam ,ale mam wspaniała chrześnicę. Ola często gości w moim domu i zabieramy ja z mężęm najczęsciej na krótsze wyjazdy. Ostatnio była z nami w Bydgoszczy gdzie startowałam w nocnym maratonie. Ola wytrzymała do samego końca!Była 2 w nocy , a ona stała przejęta z zaciśniętymi kciukami i gdy wbiegłam na metę rzuciła mi się na szyje!!:) Popłakałam się ze szcześcia!!!!Cudownie jest widzieć radosc w oczach dziecka, dzielic z nim swoje pasje i przeżywac wązne zdarzenia.