mąż żona

Ile razy w tygodniu robię to z mężem?

7 razy w dwa tygodnie, daje to średnio 3,5 raza tygodniowo. Mężu jest w tym lepszy, zdecydowanie! Ale ja też daję, daję radę :) Jestem strasznie głośna, dużo sapię. A on lubi rozmawiać w trakcie. Mężuś wychodzi z tego suchy, ze mnie wręcz cieknie!! 

A Ty ile razy robisz to z mężem? A może wolisz z kimś innym, albo sama? Nie wstydź się, masz się czym pochwalić!!!

Minęły pierwsze w tym sezonie dwa tygodnie „w biegu”. 7 razy ja i mój mąż but w but biegaliśmy bite 30 minut.

A pomysł biegania zrodził się na początku roku, wtedy stawialiśmy pierwsze kroki na bieżni. Chociaż było fajnie, pomysł rozmył się po kilku tygodniach. Ale już wtedy wiedziałam, że nie takie złe to biegania, jak je niektórzy malują ;)

Zaczynając wtedy miałam w głowie kilka myśli. Bardzo, bardzo chciałam, ale wiedziałam, że ja nie lubię biegać. Bo to męczy, a moje kondycja minus pińcet. Bo się nudzi, bo monotonne. Przeczytałam wtedy interenety pod kątem początków biegania. A raczej szukając dobrej rady : jak zacząć biegać i nie rzucić tego w pizdu po pierwszym razie?

Trafiłam na plan rozkochania się w bieganiu w 10 tygodni. Zaczyna się oczywiście od biegu przeplatanego marszem: 2 minuty biegu, 2 minuty marszu. Z każdym tygodniem biegasz więcej, chodzisz mniej, aż po 9 tygodniach dochodzi do 30 minut nieprzerwanego biegu.

Plan ten był genialny i bezsensowny…

Besensowny, bo dużo szybciej przeskakiwałam kolejne tygodnie. Ja??? nienawidząca biegać, grubaska bez kondycji…
Genialny, bo ja naprawdę czułam wstręt do biegania, a po zrealizowaniu pięciu tygodni w trzy uświadomiłam sobie, że daję radę ponad normę. Może więc ta norma specjalnie taka niska żeby uwierzyć w swoje możliwości? Wciągnął mnie ten plan. Z ogromną ekscytacją parłam do przodu czując, że kolejny tydzień doścignę jeszcze szybciej.

Niby to tak oczywiste, ale dopiero wtedy na własnej skórze odkryłam jak dużo daje stawianie sobie kolejnych celów… Nie jakiś idealistycznych, nierealnych. Kolejne małe etapy w drodze na szczyt są naprawdę ważne. Osiąganie kolejnego levelu daje straszny power. Daję też mobilizację, to nie jest tylko „wyjście żeby sobie pobiegać’, idziesz osiągnąć cel, odnieść kolejny mały sukces. Przyszły jednak wakacje, mnóstwo innych spraw i bieganie rzuciliśmy w kąt!

Do biegania wróciliśmy po letniej przerwie i tym razem jest inaczej. Teraz już wiem, że dam radę i nie muszę przerywać biegu regularnym marszem. Owszem zdarza się pomaszerować, ale tylko odrobinkę.

No nadal często nie chce mi się jak cholera ruszyć tyłka i wyjść na dwór. Mam jednak w domu takiego fajowego kolesia, który daje motywację. Raz nie chcę się jemu, raz mnie, ale dzięki temu, że biegamy razem wyciągamy się nawzajem. Oboje doskonale wiemy, że z jego kondycją i figurą ta nasza pół godzinna przebieżka to dla niego kaszka z mlekiem. Ale to w ogóle nie jest ważne. Biega moim tempem, tyle ile ja daję radę. A jaki dobry biegowy duch z tego mojemu Męża pokaże Wam nasz ostatni dialog:

Mężu: ” Ale mi się dobrze biegnie dziś, mógłby biegać jeszcze raz tyle.”

Ja: ” Ja już nie dam rady, ale Ty możesz sobie jeszcze pobiegać.”

Mężu: ” No co Ty bez Ciebie? Bez mojego Dziubka nie biegam.”

Ja naprawdę po tych 30 minutach biegu ociekam potem, a on na luzaku suchutki, nie zmachany…

Kochany nie???

całus

Chce mi się, lubię to nasze 30 minut na świeżym powietrzu i wiem, że on też je lubi :)
Już nawet przez tego  Dziubka zapomniałam jak się   z nim namęczyłam przy wyborze butów do biegania dla niego! Pół czwartku w sklepach :P

Bilans ostatnich dwóch tygodni: zdecydowanie DODATNI!!!

A Ty biegasz, sportujesz z kimś fajnym jak ja? A może nie lubisz jak ktoś drepcze obok?

 

Pamiętajcie, że jestem na FAJSIE o tuuuuttaajjj.

zdjęcie Koszulki dla Par "ZAJEBISTY MĄŻ/ ŻONA " - TailorMade24

 

 

  • http://megichlopaki.blogspot.com/ ~Meg~

    Świetnie napisane! Ja tez najbardziej lubię z Mężem :) On zawsze na nie czeka, nigdy nie zostawia w tyle ;) A tak serio to bieganie jest super, gratuluję, że ci się udało! Ja już dawno nie biegałam, mam tysiące wymówek i strasznie mało czasu. Ale może warto ruszyć znów tyłek?
    Pozdrawiam.

    • http://mamawbiegu.pl/ Mama w biegu pl

      Pewnie, że warto. Ale co tam bedę ię przekonywać, przecież Ty sama wiesz, że warto :)

  • Gabriela Cieślak

    Zanim zaszłam w ciążę też trochę biegałam i nawet były efekty, bo kilka razy udało mi się przebiec 10 km. A wcześniej, dokładnie jak Ty nienawidziłam biegać. Jak się zacznie, to czasem jest ciężko, ale jest też satysfakcja :) Teraz jak siedzę z Maluchem to mi się tęskni do tego biegania :(

    • http://mamawbiegu.pl/ Mama w biegu pl

      Wow, ja dopiero pierwsze 4 km dałam radę zrobić :) Zazdroszczę tych 10!!! To zasiedzenie w domu jest najgorsze… A może jakiś substytut biegania? Może ćwiczenia z youtubka?

  • http://4razym.blogspot.com 4 razy”M”

    O nie, nie wiem co by musiało się wydarzyć byśmy zaczęli biegać. Nie cierpię tego i trudno mi się zmobilizować. Kurczę, a szkoda…

    • http://mamawbiegu.pl/ Mama w biegu pl

      Też kiedyś mówiłam tak jak Ty :)

  • Monika Kaczmarek

    Zawsze wydawało mi się, że jak bieganie to tylko samemu (no ewentualnie z Dyziem z którym czułam się bezpieczniej 🐕). Słuchawki na uszach, dobra muza i dawaj… aż pewnego razu zaczęłam biegać z koleżanką i nie wiem kiedy czas minął. Zawsze się trochę pogada choć język na wierzchu :P Jedna druga motywuje i już nawet brak muzyki nie przeszkadza.

  • https://www.facebook.com/polciuniaisandrunia/?ref=ts&fref=ts Paulina Ś

    A ja nie lubię biegać wole mega długie spacery :) czy to sama czy z dzieckiem i wózkiem … czy też z mężem …. jestem zawsze na tak :)

  • http://matkanaszczycie.pl Matka na Szczycie

    Podziwiam Was! Mnie na samo słowo „bieganie” przechodzą ciarki ;)