DSC00128

Nie kłam, mamo!

Byłam głupia i podążałam na ogółem… Używałam sztuczek od lat wciskanych nam matkom. Kłamałam i nie nie widziałam w tym niczego złego.

Jako mama maminsynka miałam duży problem z rozstawaniem się z moim pierworodnym.
Wiedząc też, jak mocno jest do mnie przywiązany chciałam go możliwie najbardziej uchronić przed trudem rozstawania.

I co robiłam?

Cichaczem wymykałam się z domu. Niezauważona kipiałam z dumy, że udało się – syn nie skapnął się, że mama zniknęła, jest CZAD. A jak się w końcu skapnie, to babcia go zagada i znowu odciągnie jego uwagę od mojej nieobecności.

Ten myk działał do momentu gdy zapisałam się do szkoły i zaczęłam znikać regularnie. Doskonale wiedział, że znikam i zaczął mnie pilnować. Musiałam wykazywać się większym sprytem, zostawiać kurtkę, buty i torbę na klatce, żeby tylko w chwili odwrócenia uwagi, w sekundkę zniknąć za drzwiami mieszkania. O ile te wcześniejsze, sporadyczne wymykania się jakoś obydwoje byliśmy w stanie przeżyć, to te regularne i sprytniej opracowane odbijały się czkawką i mnie i jemu.

Widziałam, że Kornel stara się mnie pilnować, czuje niepokój jak znikam mu z pola widzenia. A ja ? Czułam się jak oszust i tchórz, nieumiejący poradzić sobie z tak normalną rzeczą, jak wyjście z domu. I mimo, że cała masa znanych mi mam robiła tak od zawsze, ja wiedziałam, że nie tędy droga.

Z tak normalnej rzeczy, jaką jest nieobecność mamy, przez ślepe podążanie za schematem mas, uczyniłam niezrozumiałe dla syna zapadanie się matki pod ziemię. Ja już wcześniej czułam, że to nie jest fajne, ale tak tkwiłam w tym ” pożal się Boże” sposobie rozstania…

Jak już w końcu doszło do mnie, że nie chcę i nie mogę tak dłużej robić, zaczęłam zastanawiać się co czuje wtedy dziecko. Nigdy nie wie kiedy mama nagle zniknie, nie wie czemu, na jak długo. Bawiło się z mama, poszło do pokoju po zabawkę, a tu nagle mamy nie ma. Zniknęła. Dlaczego? Nie wiadomo. Każda oznaka niepokoju i tęsknoty za mamą zostaje stłamszona przez zagadującą babcię czy ciocię. Dziecko poza niepokojem i niezrozumieniem i myślę sobie, że również żalem nie wyniesienie z tego sposobu nic.

Niezrozumiana przez otoczenie, skwitowana stwierdzeniem, że przesadzam, zaczęłam rozstawaniową rewolucję!

Kornel miał już wtedy około dwóch lat i doskonale rozumiał. Tłumaczyłam mu, że mamusia idzie do szkoły, nie będzie jej do wieczora, ale wróci. Opowiadałam co będzie mógł robić i z kim zostanie podczas mojej nieobecności. Obiecałam, że wrócę zanim pójdzie spać i przeczytam mu bajkę. Oczywiście, nie było to tak łatwe i szybkie jak ucieczka cichaczem. Nie obyło się bez łez, buntu, ale za każdym razem konsekwentnie i ja i moi bliscy tłumaczyliśmy po co, na jak długo mama wychodzi.

Po jakimś czasie ( krótkim) syn ochoczo żegnał się ze mną, może nawet cieszył na ten czas wypasionych zabaw z dziadkami.

Nareszcie zaczął czuć się bezpieczny. Wiedział, że wyszłam, że mnie nie ma. Widział jak wychodzę, nie szukał po domu matki, które nagle w niewyjaśnionych okolicznościach znika. Mógł w każdym momencie zapytać gdzie jest mama i kiedy będzie, nikt nie odwracał jego uwagi od niewygodnych pytań. Po prostu przestaliśmy go oszukiwać!
Pewnie, że nie zawsze było idealnie. Zdarzało się, że nie chciał mnie wypuścić, płakał. Ale mimo tych sytuacji nigdy nie wróciłam do tego popieprzonego sposobu wymykania się z domu. Oczywiście z czasem nasze rozstania były dłuższe, czasem kilkudniowe. Gdy pierwszy raz wyjechałam na dwie noce kusiło mnie żeby powiedzieć mu, że idę do szkoły, bo to kojarzyło mu się z moją nieobecnością. Tylko kurde, to znowu byłoby kłamstwo i zaburzyłoby to nasze wypracowane zaufanie. Przecież on doskonale wiedział, że po szkole wracam na noc do domu. Szybko skarciłam się w myślach i powiedziałam mu, że mamusia jedzie nad morze, że nie będzie mnie dwie noce i on zostanie w domku z babcią. Poprosiłam żeby był grzeczny i opiekował się braciszkiem. Powiedziałam kiedy wrócę, co będę robiła. Przyjął to fantastycznie i po dwóch dniach rozstania powiedział mi, że tęsknił, ale mama też może czasem wyjechać. Teraz nie mamy już problemu z rozłąką, choć oboje za sobą tęsknimy.

Na szczęście, bogatsza o tę wiedzę, nie popełniłam tej głupoty przy drugim synu. Żegnam się z nim, mówię o swoim wyjściu i w ogóle nie zauważyłam u niego tego dziwnego pilnowania mnie, które w przypadku Kornela było strachem przed zniknięciem mamy. Pewnie, że czasem i on zapłacze, gdy wychodzimy z Kornelem do przedszkola i machamy mu na do widzenia, ale to tylko chwila.

Jasne, że łatwiej jest wyjść, zamknąć drzwi i nie przejmować się  tym co za nim zostawiliśmy . Tylko czy to jest uczciwe? I dobre dla naszego dziecka? Zdecydowanie nie!!!
I choć wypracowanie rozstania, które przebiega w normalny sposób kosztowało więcej pracy i wielu tłumaczeń, wiem, że moje dzieci traktują nasze rozstania, jako normalny element  życia. Robienie z tego pokazu iluzji, w którym mama jest znikającą panią to TOTALNA POMYŁKA!!!

Także OLEJ dobre rady, jak nie wywoływać łez u dziecka. Ba, wywołaj łzy raz i drugi, ale naucz swoje dziecko i siebie rozstania.

Traktujmy nasze dzieci tak, jak same chciałybyśmy być traktowane. Na kłamstwie i niepewności nie zbudujemy silnych, zdrowych i pełnych zaufania relacji.

 

Śledź mnie na Facebooku i Instagramie.

  • http://mamwyjechane.pl Dawid

    Parafrazując Ciebie – nawet nie wiedziałem, że jesteś aż tak fajna 😉 Świetny wpis! Przy okazji pozdrów Kornela i powiedz mu, że wujo Dawid nie zniknął na zawsze z jego życia 😄

    • http://mamawbiegu.pl/ Mama w biegu pl

      Heh, regularnie ogląda Twoje fajowe foty i wie gdzie jesteś :) Wie również, że wrócisz z prezentem :P

      • http://mamwyjechane.pl Dawid

        No jacha, że z prezentem :-)