10848700_890462597642155_3483101575871860970_o

Przyszliśmy tu na Ostatki.

Przebierańcy- to mi w duszy gra.

W dzieciństwie całą grupką chodziliśmy od mieszkania do mieszkania ze śpiewam na ustach:
Przyszliśmy tu na ostatki,
Ni ma ojca ani matki.
Ojciec chory matka chora,
Dajcie grosik na doktora…

Z utęsknieniem czekałam na ten dzień. Wiele dni wcześniej z mamą obmyślałam i wykonywałam strój ( bo kiedyś się je po prostu samemu robiło). Byłam Pipi Lansztrung, w podartych rajtuzach, z drutami w warkoczach z chęcią wcielałam się w tak bliską mi postać. Pamiętam jeszcze: cebulę, z wszytym w pasie hula hop, damę w sukni ślubnej mamy, faceta z wąsem wymalowanym pod małym noskiem. Poza fajną zabawą, radością na twarzach sąsiadów i szałowym wyglądem udawało nam się trochę na tym zarobić 
Pamiętam też dorosłą część ośki, chadzającą po domach z flaszeczką. Pamiętam jak przez mgłę bo odbywało się to w godzinach późnowieczornych i zawsze rodzice wysyłali nas spać. Wiadomo Przebierańce- Doroślaki po odwiedzeniu kilku sąsiadów parafrazowali tekst, tak dumnie przez Nas wykonywanej piosnki tak, że uszy więdły ;)
Niestety z każdym rokiem tradycja chodzenia po domach słabła, a dziś już nikt nie zapukał do mych drzwi z śpiewem na ustach, ani tym tradycyjnym, ani z bełkotliwą parafrazą. A szkoda…
Ja oczywiście nie odpuściłam! Z wielką radością szykowałam siebie i syna na nasz pierwszy, wspólny Bal. Od dwóch tygodni z rozrywającą radością obmyślałam każdy szczegół stroju Syniutka. To kim będzie, wiadome było od razu- jako największy FAN Klubu Przyjaciół Myszki Mickey, nie mógł być kim innym jak wielkim MIKIM! Szalona maminka zrobiła nalot na lumpeksik, za całe 3,5 zł nabyła czerwone spodenki. Tam przeszyła, tu zwęziła, dwa guziki dokupiła- istne cudo stworzyła! Skarpety ciotki, uszy z Allegro ( 9,99 zł), frak i mucha z szafy Syniutka. Całość zaparła dech w piersiach. Ale czegoś mi brakowało. Siedzę, myślę… nagle mnie oświeciło!
COSIEEEEKK
Kółko z plastiku, uszy i rączka doklejona taśmą izolacyjną, na wierzchu różnej średnicy koła wycięte z samoprzylepnego kolorowego papieru. Syniutek ucieszony, Cośka woła w razie kłopotów. Maminka przeszczęśliwa i dumna, że rękoma pozbawionymi talentu stworzyła cudowne cudeńka.
Ale, ale… Poszliśmy tam na Ostatki… POSZLIŚMY…
Nie zamierzałam być Matką Towarzyszącą, wolę Uczestniczącą. Z moją naturą zostałam Diabolooo. Opaska z Biedry ( 4,99 zł), getry, tunika z szafy, oko maźnięte, usta czerwone i diabelski błysk w oku. Co prawda mąż zapytał czy oby na pewno wybieram się na bal dla dzieci. Użył nawet w tej rozmowie słowa WAMP ( osobiście uważam, że troszkę go nadużył :P ). Ojjj, zła mama, istne Diabolooo. Zdanie troszkę zmienił gdy wśród mam spotkaliśmy: pielęgnierę, a wrrrr, a wrr, Diablice z dekoltem do pępka i mini ciut poniżej pępka. Tak czy fuck ;) Bal był czaddd, a Ja cieszę się, że mam drugiego syna, który już za dwa lata odziedziczy cudny strój brata.

A Wy lubicie Ostatki? Przebieracie się? Macie jakieś przebierańcowe wspomnienia z dzieciństwa?

Foto wkrótce ;)

 

Zapraszam też do Mamy w biegu na facebooka. Możesz mnie polubić tutaj.