DSCN8884

Śmiałe dziecko – radość czy zmora rodzica?

Kornel lubi gadać od zawsze. Dopiero od niedawna jednak zaczęliśmy rozumieć co do nas mówi. Gdy jako roczne dziecko gadał jak najęty „po swojemu”, każdy wciąż powtarzał, że na pewno zacznie szybko mówić. I co?

I guzik prawda. Miał i nadal ma bardzo ciężką mowę. Późno zaczął mówić zrozumiale. Oczywiście nie na tyle późno, aby budziło to mój niepokój. Ot, w swoim czasie!

Gdy już tak naczekaliśmy się ponad trzy lata na pełne i zrozumiałe zdania syna i radością połykamy każde słowo. A wierzcie mi jest co łykać!

Buzia mu się nie zamyka. Nareszcie mam z kim rozmawiać godzinami, a wierzcie mi, tematy poruszane przez nas, to nie tylko jakieś tam pierdoły – bywa poważnie!

Ale wracając do głównego tematu. Kornel jest bardzo otwartym i towarzyskim dzieckiem. Ma w sobie pokłady śmiałości przybliżone do moich. Więc zagaduje każdego! Pana sprzedawcę, Panią w kolejce, znajomych, obcych.

W większości przypadków reakcje są mega sympatyczne. Ja sama uwielbiam, jak taki malec, nieważne czy obcy czy znajomy uderza ze mną w gadkę. Ja sama uwielbiam rozmawiać z ludźmi młodymi, starymi, znajomymi, obcymi. Wiem jednak, że dla niektórych może to być męczące. Czasem biję się z myślami czy go upominać, czy stać z boku.

Ostatnio na działce odwiedzał po kolei sąsiadów i z każdym spędzał długie minuty zbierając wywiad na temat prac działkowych. Śmiechu było co niemiara, aż trafiło na nowego sąsiada, który nie był zadowolony z towarzystwa mojego dzięcięcia  (przynajmniej tak wyglądał). Wytłumaczyłam Kornelowi, że Pan jest zajęty i nie powinien mu przeszkadzać. Grzecznie zmienił obiekt swoich zainteresowań na sąsiadkę, która była zachwycona towarzystwem syna. I żebyście mnie źle nie zrozumiały, nie jest strasznym trujdydupą :) po prostu lubi sobie „powciśkać czapę” z każdym.

Jednak sytuacja ta skłoniła mnie do rozważań: co czynić ;) ? Nie chcę zabijać jego otwartości, ale chciałabym pokazać mu, że nie każdy musi mieć ochotę na jego towarzystwo.

Z każdym dniem pojawiają się w naszym życiu dylematy mamy i taty…
Pewnie, idę na żywioł w takich sytuacjach, reaguję na bieżąco, w zależności od konkretnej sytuacji, ale zaczęłam się zastanawiać kiedy nasze rodzicielskie wtrącanie się powinno mieć granice.

Owszem, musimy czuwać nad wszystkim, pokazywać dzieciom dobra drogę. Nie wiem jednak czy zbyt często nie zmieniamy na siłę kierunku podróży dziecka. Nie hamujemy go,narzucając nasze dorosłe myślenie.

Zbytnia nachalność w kontaktach z innymi nie jest fajna, ale hamowanie otwartości dziecka jest chyba gorsze…

Można wytłumaczyć, że nie zawsze i nie z każdym rozmowa będzie przyjemna, ale chyba i tak sam się tego nauczy.  Czy we wszystkim nasze dzieci powinny być tak „poprawne”?

Jak myślicie? Co robić?

 

ZAPRASZAM DO MNIE NA FACEBOOK I INSTAGRAM

 

  • http://bieganieuskrzydla.pl/ Bieganie Uskrzydla

    Od razu po przeczytaniu tytułu mogę odpowiedzieć, że… radość! Dziecko nie musi być poprawne, to jedyny czas w jego życiu kiedy nie ma jakiś kanonów których musi się trzymać. Uczmy dzieci samodzielności, na tyle ile to możliwe również rozsądnego myślenia. Na pewno miłość do sportu, dyscyplina spowodowana wstawaniem na treningu, ćwiczeniami pomaga. Wspólnie bieganie, treningi, spędzanie czasu na świeżym powietrzu, to najlepsze co może być. Pozdrawiam, :)

    • Marta

      Święte słowa!

  • http://www.matkanaszczycie.pl Mom on top

    Ja byłam bardzo nieśmiałym i wycofanym dzieckiem, przez co nie wspominam dobrze swojego dzieciństwa. Cieszę się, że mój syn jest pod tym względem zupełnym przeciwieństwem, choć czasem bywa wręcz rozwydrzony, to nie do końca chcę to w nim hamować, wolę tę jego śmiałość, niż to, jaka ja byłam w jego wieku.

    • Marta

      Też bliżej mi do Twoich poglądów, choć ja nigdy do nieśmiałych nie należałam. Myślę, że rozwydrzenie naszych synów przyda im się w życiu :)

  • Daria Cieplińska

    Od dziecka byłam gadułą. Na podwórku klepałam jęzorem do każdego! Sąsiadka nie zdążyła odpowiedzieć mi na ‚dzień dobry’ a ja już opowiadałam jej cały harmonogram z dnia rodziny, problemy moich rodziców poruszane na ostatniej kawie u znajomych czy powtarzać sytuacje miłosne z życia starszych braci. Mama mnie upominała za każdym razem, ale ja nie widziałam w tym nic złego i podejrzewam, że wścipskie sąsiadki również :) Teraz sama ucinam pogawędki z dziećmi przyjeżdżającymi do sąsiedztwa czy też Moimi trzema Skarbami Bratankami. Uważam, że w każdym wieku powinno się traktować dziecko w takiej sytuacji poważnie, bo to może zahamować ich rozwój czy też negatywnie wpłynąć na tworzenie światopoglądu. Wspomniany nowy sąsiad również nie powinien mieć Kornelkowi nic za złe. Dziecko to w końcu TYLKO DZIECKO i to my, starsi powinniśmy pomagać im w poznawaniu świata ;)