znicze

Obojętność jest królową zimną, nieczułą…

Miał 30 lat i z totalną bezsilnością szykowałam się na cmentarz. Usiadł jeszcze na chwilę zebrać w sobie odwagę, a przez jego myśli przebiegły nieuporządkowane wspomnienia.

Dzień Wszystkich Świętych od zawsze kojarzył mu się z tłumem ludzi, spotkaniami z rzadko widywanymi znajomymi i męczącymi całusami ciotek widzianych raz do roku. Tak szczególnie te ciotki kołatały się w jego młodzieńczych wspomnieniach.

Nie to żeby miał coś do tego święta. Ba, nawet je lubił. W dzieciństwie jeździł ze starymi na groby dziadków, których nigdy nie poznał. Stał trochę przy ich grobach nie czując kompletnie nic. W czasie gdy mama ze wzruszeniem bezgłośnie odmawiała modlitwę, on poruszał dla spokoju ustami, ale myślał o czym zupełnie innym. Lubił te wyjazdy bo miał okazję spotkać mnóstwo znajomych, których widywał jedynie we wakacje, te spędzane od lat w domu, który matka odziedziczyła po swoich rodzicach. Wszyscy posnuli się po cmentarzu ze starymi, a po południu cała paczką bawili się kolorowym woskiem zniczy. Nie do końca jedynie czaił te karcące spojrzenia starszych w ciszy, z namaszczeniem pochylonych nad grobami bliskich, po zbyt może głośnym i radosnymi „joł, joł stary” – wymienionym z kumplem z sąsiedztwa. I to wieczne czepianie się matki do jego stroju, że niby nie wypada…

Z czasem coraz rzadziej jeździł z rodzicami. A na studiach, to już w ogóle łatwo było się z tego wymigać, bo nauka, bo robota.

Po ślubie znowu jeździł, tym razem na groby bliskich swojej żony. Znowu nic nie czuł, bo to przecież jej rodzina, dla niego obcy ludzie. Coś jednak się zmieniło. Wzruszenie, nostalgia żony, dawały mu do myślenia. Rozumiał jej emocje, był bardziej wyciszony, zachowywał się jak na cmentarz przystało poprawnie. Z uśmiechem obserwował młodzież, jak on przed laty, wykorzystującą to spotkanie do pogadania, pośmiania się. Nie przeszkadzało mu to. Wyszli z cmentarza, rzucił jeszcze okiem na stojące stragany. Uśmiechnął się na widok pięknego, różowego balonu za 20 zeta i pomyślał, że za rok kupi go swojej małej córeczce, mieszkającej jeszcze pod sercem mamy. Nawet powiedział o swoim pomyśle żonie. Ale ona odburknęła tylko, że to nie odpust żeby balony kupować.

Dłużej nie mógł tego odwlekać. Ubrał się w elegancki garnitur, zawiązał ze starannością krawat. W drodze na cmentarz nie słyszał nic. Z niesmakiem spojrzał na stragany, jeszcze liczniejsze niż przed rokiem. Podszedł do grobu swojej żony i ich nienarodzonej córki i tak bardzo chciał aby ta rozwrzeszczana młodzież choć na chwilę zamilkła. W spokoju, z nostalgią odmówił z pełną żarliwością bezgłośnie modlitwę. Kątem oka spojrzał na chłopaka, może piętnastoletniego, który znudzony stał nad czymś grobem i z zniecierpliwieniem czekał aż matka skończy swoją modlitwę i będzie mógł w końcu wymiksować się z tego święta…

Pomyślał z zazdrością o jego obojętności…

 

 

  • http://matkanaszczycie.pl Matka na Szczycie

    Smutne, ale i wzruszające.

  • Agnieszka

    To prawda, podejście do tego święta jest uzależnione od przeżyć…

  • Matka Robaczka

    … ;(

  • W środku

    Ale się poryczałam. Lubię Twoją wrażliwość, to już któryś tekst, który czytam z mokrymi oczami.