las

I słychać było trzask pękającej Polski

Pamiętam doskonale ten poranek. Mieszkaliśmy wtedy u rodziców. Wstaliśmy rano. Była sobota. Popołudniu jechaliśmy do Warszawy na wesele. Niby zwykł dzień. Rodzinne śniadanie.

Pierwsze niepokojące wiadomości zastały nas przy śniadaniu. Nagle wszystko zawirowało, a słowa, płynące z radia, były tak niewiarygodne.

Rozbił się prezydencki samolot. Sporo sprzecznych informacji. Wiele przypuszczeń. Ogólne niedowierzanie.

Wypowiadane, z coraz większa pewnością, smutne informacje, uderzały jak gromy. W ciszy, skupieniu, płacząc słuchaliśmy o, w moim mniemaniu, największej tragedii rodaków, jaka rozegrała się za moich czasów.

Dalsza część dnia była równie trudna. Wesele- najsmutniejsze na jakim byłam- nie mogło obyć się bez trudnych rozmów. Nikt nie tańczył. Całe szczęście, że to było przyjęcie, a nie wielka impreza z orkiestrą.

Kolejne dni nie oszczędzały emocji. Sprowadzenie zwłok, tragicznie zmarłych, oglądałam z największym szacunkiem. Bardzo długo nie mogłam się otrząsnąć po tragedii smoleńskiej.

Wiedziałam, że na zawsze 10 kwietnia, będzie dniem zadumy, szacunku i hołdu. Spodziewałam się, że dla każdego Polaka będzie to dzień, kojarzący się tylko z jednym. Wielką tragedią naszego narodu.

Niestety.

Tak bardzo się myliłam.

To co działo się w kolejnych latach, sprawia że wielu z nas słysząc „Smoleńsk” ma zimny pot na plecach. Pot zniechęcenia i wstydu.

10 kwietnia zapisał się w naszej historii jako dzień, który podzielił Polskę. Dzień, który stał się pretekstem do politycznych batalii. Dzień, który niesie brzemię kłótni, oskarżeń, złości i wielu negatywnych emocji.

Ja od dziewięciu lat staram się poświecić czas  na hołd i modlitwę za tragicznie zmarłych.
Chcę aby moje dzieci uczyły się prawdziwej historii. Chcę aby rozumieli.

Nie walczmy o ciężkie pomniki na placach. Zajmijmy się stawianiem pomników w swojej pamięci.To ważny dzień w historii naszego kraju. To wstyd, że ta historia zyskała taką „otoczkę”.

 

 

 

  • Madzia

    Marta, zgadzam się z Tobą w 100%. Doskonale pamiętam ten dzień. Byłam wtedy u siostry, a po południu miałam wracać do Warszawy. Tego dnia jakby świat się zatrzymał. Wszyscy jakoś wolniej jechali, nikt na nikogo nie trąbił. Jakby ze wszystkich uszło życie i ta wszędobylska złość, ale to trwało tylko kilka może kilkanaście dni potem nagle zaczęło się ocenianie, obwinianie. Mam żal do „tych” ludzi, że wciąż upatrują w tym podstęp, że tak źle mówią o innych, których bliscy też przecież wtedy zginęli. Nie wierzę w to, że ktoś chciał ich zabić i nie mam zamiaru tej wersji przekazywać mojemu dziecku jeśli zapyta o co chodzi.