płacz

Foch z przytupem

Ciągle nam się to zdarza. No mnie się zdarzyło! Przez głowę przebiegła myśl: ale to dziecko jest nieznośne, rozpieszczone, rozkapryszone. Niby bez komentarza, ale ocena wystawiona.

Dziś sama zostałam poddana takiej ocenie jako matka. Mój syn został rozwrzeszczanym i rozkapryszonym dzieciakiem. Na szczęście mam to głębiej niż słońce dochodzi. Choć może tylko mi się wydaję, że jestem odporna na ocenę…

Dziś nic nie zapowiadało MASAKRY. To miała być rodzinna, słoneczna niedziela pełna radości. Wyprawa na wiejski odpust dodatkowo miała umilić ten idealny dzień.

Ale życie napisało swój, inny od zaplanowanego, scenariusz.

Owszem pełnia szczęścia. Trzy nowe traktory i spokój na kilka godzin. Dzieci zajęte zabawą dały nam relaksować przy niespiesznej kawie. Sielanka.

Wracamy sobie z przemiłego spaceru…. Aż tu nagle zaczęły się histerie, płacze i rzucanie się na ziemię. Marcel dał nam tak do wiwatu, że wszelkie opcje uspokojenia histerii zawiodły. Na środku osiedla histeria w całej swej okazałości odbierała mi siły. Nigdy się tak nie zachowywał. Nigdy.

I tu właśnie zaczęła się ocena bardziej i mniej obcych świadków naszych zmagań. Ktoś tam rzucił pełne irytacji spojrzenie. Inny skomentował, nazywając dzieciątko me ryczkiem. Inny spytał: Co tak płaczesz?

Mogłam bronić jak lwica i wdawać się w bezsensowne dyskusje. Odpowiadać: A co Cię to obcy człowieku obchodzi?! Ale po co?

Jedyne co mnie interesowało to pomóc mojemu dziecku. Maluszkowi, który z całą mocą najgorszości ząbkuje. Dziecku, które nie może sobie poradzić z bólem dla niego kompletnie nierozumiałym. Ukoić na chwilę zagubione, przepełnione cierpieniem maleństwo. Choć na chwilę opanować na tyle bezradność dwulatka aby dał się zanieść do domu. Tam w pogotowiu czekała kolejna dawka uśmierzających choć trochę ból leków. Głód potęgował jego stan. Niestety jedyne co jest w stanie zjeść, to płynne jedzonko. Kogo to z oceniających obchodziło, no kogo? Czy wiedzieli, jak zmęczony jest mój skarb od dwóch nocy budzony bólem? Nie. Czy ocenili nas niesprawiedliwie? Pewnie. Ale kogo by to obchodziło. Szczęśliwie, na pewno nie mnie. Gdy siedziałam na ziemi, obrywałam ciosy broniącego się przez każdym gestem, rozpłakanego robaczka byłam w oczach ludzi sama sobie winną ofiarą bezstresowego wychowania. A prawda była zupełnie inna. Ja ją znam. I wystarczy!

 

Od dawna już nie zdarza mi się  oceniać. Niestety kiedyś byłam tym świadkiem piorunującym w myślach rodzica… Od dawna już wiem, że nie wszystko jest takim na jakie wygląda. Wiem też, nie mamy często prawa się wtrącać. Pozornie nam się może zdawać, że pomagamy. Najpierw jednak pomyślmy…

 

 

ZAPRASZAM DO MNIE NA FACEBOOK I INSTAGRAM

 

  • mama ki i m

    dziękuję za wpis – oj znam to bardzo dobrze tylko mój trzylatek nie ząbkuje a po prostu jest bardzo żywym ciekawym świata czortem i może nie rzuca się na ziemię ale potrafi tak zwrócić na siebie uwagę – niestety tą negatywną i nie raz nie dwa słyszałam jaki to on niegrzeczny itp. a naprawdę my mamy wiemy jakie nasze pociechy są. ale nie wszyscy potrafią komentarz zostawić dla siebie albo przyszywają nam metkę

    • Marta

      Mam nadzieję, że robisz swoje :) Zostawiasz z tyłu oceny!

  • http://dziewczynkajakmalinka.blogspot.com Dziewczynka jak malinka

    Zgadzam sie z toba, np wyobrazmy sobie sytuacje w sklepie kiedy dziecko czegos sie domaga i robi scene na srodku sklepu , kladac sie na podlodze i tupiac nogami? Jak bys wtedy zareagowala? czy tak samo by Cie to nie obchodzilo? Czy nie pomyslalabys sobie ze jest troche delikatnie mowiac rozkapryszone? Hmm nie wiem jak to bedzie z moim dzieckiem na razie ma poltora roku ale nie spotkalam sie jeszcze z ani jedna akcja z jej strony. Jakis czas temu bylismy nad jeziorem, obok nas siedziala rodzina z trojka dzieci, a w tym chlopiec na oko 5 letni, wyobraz sobie ze musielismy sluchac jego placzu, krzykow i tarzania sie po piachu przez ok godzine non stop, a wiesz dlaczego? Bo nikt nie chcial pojsc z nim do wody a samemu mu nie pozwalali… Tutaj akurat spotykamy sie z problemem tylko i wylacznie ze strony rodzicow, bo przeciez nie bylo by tego gdyby ktos z nim do tej wody poszedl, a skoro nie chcieli to po co wogole przyjechali? No i kolejna sytuacja kiedy np ja, o ile zrozumialabym placz dziecka w jakiejs innej sytuacji to nie zrozumiem takich zachowan rodzicow…

    • Marta

      Jasne, powody takiego zachowania są różne. Często jest to wina rodziców. A jeżeli chodzi o awantury w sklepie, to prawie każdy rodzic przezył to choć raz ;) Życzę Ci abyś była w tej szczęśliwej mniejszości!

  • http://www.mitomamka.pl Kasia Choma

    Miałam kiedyś bardzo podobną sytuację, tylko u mnie był inny powód frustracji. Pamiętam jak wtedy jakaś kobieta stanęła koło mnie, popatrzyła z pogardą i powiedziała „co z pani za matka!” Bardzo długo nie mogłam sobie z tym poradzić, bo wcale nie jesteśmy aż takie odporne w sytuacji, gdy staramy się z całych, a ktoś jednym zdaniem podcina nam skrzydła.

  • http://matkanaszczycie.pl Matka na Szczycie

    Łatwo jest oceniać, będąc z boku. Ja sama pamiętam taką sytuację – mój syn był wtedy ledwo niemowlakiem. W sklepie była mama z kilkuletnią, bardzo rozbrykaną córeczką. Ileś razy prosiła dziewczynkę, by się uspokoiła, a ta nic nie słuchała, skakała, biegała, wspinała się na koszyk. W końcu się przewróciła i w płacz. A matka jeszcze na nią nakrzyczała. Pomyślałam wtedy – co za wyrodna matka, zamiast przytulić i pocieszyć dziecko, to jeszcze wrzeszczy. A teraz… doskonale ją rozumiem ;)

  • Anna Wesoła

    Jak ja Cię rozumiem! Mieszkam na wsi i ciągle słyszę komentarze o moim dziecku, nikt nie wie jak jest naprwdę. Ja nie umiem nie brać tego do siebie :(

  • Agacik

    O Boże, te komentarze życzliwych doprowadzają mnie do szału. Też mam gdzieś opinię innych, choć irytują mnie wścibskie baby, oceniające moje podejście do dziecka!

  • Natalia Wasucz

    Jedyne możliwe w takich chwilach robić swoje.

  • Paulina W.

    Żeby to było takie łatwe: nie przejmować się reakcjami otoczenia. W mojej miejscowości ciągle zdarzają się komentarze, niestety nie umiem się nimi nie przejmować :(

  • Rozsądna

    Dopóki nie miałam swoich dzieci wydawało mi się, że takie dzieciaki to „rozwydrzone owoce bezstresowaego wychowania”. Oczywiscie moim tez się zdarzają takie akcja, a ja już wiem, że dzieci tak mają ;)

  • Paulina W.

    Tsaaa. Skąd ja to znam :P